ŚLADY PO UPADKU - X Niedziela zwykła

ŚLADY PO UPADKU - X Niedziela zwykła

• Rdz 3, 9-15. Wielu spośród klasycznie myślących teologów twierdzi, że grzech pierworodny jest...

Słowo Życia - czerwiec 2024

Słowo Życia - czerwiec 2024

Z Królestwem Bożym dzieje się tak, jakby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. (…) nasienie...

Czas próby, zaufanie, radość ze spotkania

Czas próby, zaufanie, radość ze spotkania

Wiara Maryi, jej całkowite zaufanie w moc Boga działającego w całym jej życiu we wszystkich...

List do MPJ - maj 2024

List do MPJ - maj 2024

Mój Drogi, moja Droga! Czyż nie jest pięknie na świecie w maju? Zdążyłeś/zdążyłaś już zobaczyć...

Słowo Życia - maj 2024

Słowo Życia - maj 2024

Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna i Ducha...

PROŚBA O MODLITWĘ!

PROŚBA O MODLITWĘ!

W dniach 7-10 kwietnia 2024 r. odbędzie się Kapituła Generalna i wybory do Zarządu naszej...

  • ŚLADY PO UPADKU - X Niedziela zwykła

    ŚLADY PO UPADKU - X Niedziela zwykła

  • Słowo Życia - czerwiec 2024

    Słowo Życia - czerwiec 2024

  • Czas próby, zaufanie, radość ze spotkania

    Czas próby, zaufanie, radość ze spotkania

  • List do MPJ - maj 2024

    List do MPJ - maj 2024

  • Słowo Życia - maj 2024

    Słowo Życia - maj 2024

  • PROŚBA O MODLITWĘ!

    PROŚBA O MODLITWĘ!

PEWNOŚĆ WIARY - V Niedziela Wielkiego Postu

tajemnica2.jpg

Jr 31, 31-34. Wielkie, monumentalne, spisane pod wpływem potężnego, niezachwianego ducha fragmenty księgi Jeremiasza, od początków trzydziestego rozdziału całego zwoju, opowiadają o odnowie podupadłego Izraela. Natomiast krótka wyrocznia, przepisana na medytację w piątą niedzielę wielkopostną, przez znawców Pisma świętego często nazywana jest jedną z najgłębszych, ale też najbardziej wzruszających partii biblijnych. To pozornie tylko cztery wersety, lecz stanowią esencję chrześcijańskiej duchowości. Mówią o znaczeniu przymierza zawartego między Bogiem cierpliwym, stałym w swej miłości, wspaniałomyślnym, a człowiekiem zazdrosnym, zmiennym i chwiejnym.

Głównym wątkiem wspomnianego fragmentu będzie właśnie pojęcie przymierza. Jeremiasz jednak nie pisze o jednym z przymierzy w całym cyklu historii zbawienia. Przecież było ich kilka – przymierze z Mojżeszem, z Abrahamem, czy na Synaju. Ale tym razem prorok zapowiada Przymierze pełne i ostateczne, które pomieści w sobie wszystkie obietnice Boga oraz wszystkie powroty pokornego człowieka do Stwórcy.

Czy masz w pamięci dowody na wierność Boga wobec ciebie? Jak Pan cię prowadzi dotąd przez życie? A ty wobec Boga – byłeś i jesteś wierny, czy raczej bardzo niestały?

Jeremiasz jawi się w tym fragmencie proroctwa jako wielki idealista. Owszem, wspomina dawne umowy ludu wybranego z Bogiem. Szczególnym punktem odniesienie jest dla niego przymierze synaickie (w. 32). Miało ono przecież dla historii wyboru narodu semickiego znaczenie symboliczne, fundamentalne, nieocenione. Żydzi odnosili się do chwil z Synaju z największą czcią. To była ich tożsamość. Tymczasem Jeremiasz podkreśla, że przymierze synaickie było ważne ale chwilowe. Dlaczego właśnie tak? Głównie z powodu niedojrzałości Izraela, który Bóg musiał za rękę, jak małe dziecko, wyprowadzić z niewoli egipskiej. Kto otrzymuje wszystko za darmo, nie dojrzewa. Jak długo można być infantylnym? Jeśli nie bierze się odpowiedzialności na własne ramiona, rozpieszczany człowiek karleje, żyje roszczeniami, obcowanie z nim zmienia się w udrękę. Dlatego Żydzi, uwolnienie jak maluczcy i bezsilni ludzie, wielokrotnie łamią komunię z Panem. Mimo, że są własnością Stwórcy, bywają nieznośni i kapryśni.

Dlaczego czasem zachowujesz się jak rozpieszczone, nieznośne dziecko? Kogo tym mogłeś zranić? Co trzeba zrobić, aby wychodził z infantylności w stronę dojrzałości, odpowiedzialności?

W gruncie rzeczy nie jest to jakaś opowieść niepoprawnego idealisty. Jeremiasz dobrze wie, że ludziom źle żyje się bez dojrzałości. Infantylność zawstydza. Normalny człowiek chce dorosnąć i sam za siebie brać odpowiedzialność. Nie wszyscy będą do tego zdolni. Ale Pan przygotuje sobie lud nowego, wiecznego Przymierza, które nie zostanie już nigdy pogwałcone. Co zaś będzie tego gwarancją? Skąd i dzięki czemu nastąpi zmiana? Wybrańcy Boga już nie będą kapryśnymi dziećmi, które trzeba ciągnąć ku dobru i prawdzie, gdyż Słowo Boga – Prawo, zostanie umieszczone w środku ich serca (z hebr. léb – ośrodek osobowości, centrum całego wnętrza, miejsce, gdzie według antropologii żydowskiej, znajdowały się w człowieku wola oraz rozum, w. 33).

Jak poważnie Bóg traktuje człowieka. Ludzie tak często wątpią w siebie i w swoje możliwości. Ciągle szukają sztucznego oparcia w innych. Chodzą przez życie na szczudłach, a nie na własnych nogach. A Stwórca właściwie mierzy ludzkie możliwości. Nie od razu, nie od chwili dzieciństwa, ale z czasem motywuje każdego człowieka, by żył odpowiedzialnie, na własny rachunek – by był sobą, nawet za cenę błędu. Lepiej raz czy drugi zbłądzić ucząc się wyborów, niż całe darowane sobie życie spędzić w przedszkolu.    

Hbr 5, 7-9. Kapłaństwo starotestamentalne, do którego nawiązuje dziś druga lektura, było podobne, a jednocześnie jakościowo inne niż kapłaństwo Nowego Testamentu. Różnica leży w osobie Jezusa Chrystusa. Kult Starego Testamentu zna służbę w świątyni oraz ustanowienie kogoś ofiarnikiem dla ołtarza. Kapłaństwo po krzyżu i zmartwychwstaniu to wyrycie w każdej, żyjącej wiarą duszy, tożsamości Chrystusa na zawsze. Jeśli więc we fragmencie listu do Hebrajczyków, który karmi dziś modlitwę wewnętrzną wierzących, autor pisma zestawia kapłaństwo starotestamentalne z osobą Chrystusa, to jedynie w sensie porównania, pewnej figury, czyli zapowiedzi, która zresztą przeszła już do przeszłości. Po chwalebnym pokonaniu śmierci nie potrzeba ponawiać ofiary świątynnej. Zbawienie dokonane przez Chrystusa jest wieczne i stanowi otwartą możliwość dla wszystkich, którzy Mu uwierzą. Dlaczego więc codziennie odprawia się Mszę świętą? Drzwi odkupienia zostały raz na zawsze otwarte. Lecz osobistą kwestią pozostaje podjąć decyzję i przez nie wejść albo nie.

Czy bierzesz czasem częstszy udział w Mszy świętej, czy tylko w niedzielę? Dlaczego warto pokochać codzienną liturgię, jak sądzisz? Co pomaga ci dojrzewać do życiowej ofiary i jak ją rozumiesz? Czy w ogóle praktykujesz jakąś ofiarę?

Zatem w krótkich trzech wersetach na dziś, przedstawiony został kapłan Jezus Chrystus, orędownik za ludźmi przed obliczem Ojca. Mówi się o Nim, że za ziemskiego życia płakał i wstawiał się spektakularnie za ludźmi, aby nie poszli na potępienie (w. 7). Co zdumiewa, to fakt, że autor uważa lamentacje Pana za wysłuchane. A przecież poniósł śmierć na krzyżu. Wielu ukrzyżowanie poczytuje z kolei za zupełne niepowodzenie i klęskę misji Jezusa z Nazaretu. Czy nie należy w tym momencie powrócić do pierwszej lektury i jeszcze raz pomodlić się o postawę wyjścia z pułapek infantylizmu i o pozytywny dar dojrzałości. Dla chrześcijan spotkanie z krzyżem jest dowodem najwyższego zaufania ze strony Ojca. Wreszcie Bóg dostrzegł, że człowiek jest już mądry w wierze i przez krzyż dzieli się z nim intymnością boskiego dramatu.

Jak reagujesz, kiedy Bóg powołuje cię do udziału w dramacie tego świata? Czy potrafisz dojrzale sprostać cierpieniom, bólom, porażkom swoim albo innych? A może usiłujesz stworzyć sobie świat zamknięty na modę bezpiecznej bańki?

W proroctwie Jeremiasza była zatem mowa o doświadczonym sercu. Trzeba takie serce brać od Syna Bożego, który nauczył się posłuszeństwa przez mękę – dodaje autor listu do Hebrajczyków (w. 8). Opisy pasji Chrystusa są powszechnie znane. Ale podczas medytacji należy wnikać w duszę Ukrzyżowanego. W głębi siebie Jezus jest niezachwiany. Wie, że mimo agonii, ubiczowania i nałożenia Mu cierni na skronie, został wysłuchany przez Ojca (w. 7c). Jak to? Zmiażdżenie, osamotnienie i przejście najgłębszych ciemności w historii świata – to ojcowski prezent. Męką i śmierć Pana wydają się temu zaprzeczać. A jednak to właśnie wtedy prośba Syna Bożego o zbawienie ludzkości została wysłuchana. Bóg Ojciec uznał misję swojego jedynego Syna za wypełnioną. Pełnym wyrazem miłości do drugiego nie są pieszczoty albo ciepłe słowa, lecz poważne traktowanie go, zaufanie, szczerość albo praktyczne docenienie jego godności.

J 12, 20-33. Chrystus nie przyszedł jedynie do Żydów. Być może tutaj leży kość niezgody między Mistrzem a Semitami, którzy czekali na mesjasza dla siebie i ze względu na siebie. Chrześcijaństwo od zawsze jednak świadczy, że obraz Boga i pragnienie Boga są głęboko wyryte w duszy każdego z ludzi, zanim nawet poznają prawdziwy Jego obraz w Chrystusie. W dzisiejszej ewangelii może właśnie chodzić nade wszystko o pewność wiary. Ukrzyżowanego Pana poznaje się zaraz potem, ale są takie epoki, kiedy trzeba pomóc ludziom obronić w sobie ufność, że ten, kto wierzy w Boga, jest kimś normalnym a nie odrealnionym. Jan ewangelista, a po nim przejmują tę intuicję Jego uczniowie, czyli tak zwany Kościół Janowy, mają od początku świadomość, że Dobrą Nowinę trzeba wynieść poza świat hebrajski, do pogan, a nawet do Samarytan.

Jak wspierasz ludzi wierzących? A może ich podcinasz, załamujesz? Czy ufasz, że wierzyć, to normalne dla człowieka? Czy ulegasz modzie, mediom, sądząc, że postawa wiary to przeżytek?

Hebrajczycy z Jerozolimy, ci, którzy codziennie albo często mogli widzieć świątynię, zapewne czuli się bardziej uformowani w wierze od innych mieszkańców odległych prowincji Izraela. Nie wspominając już o narodach pogańskich, uważanych za podlejszych, bardziej jeszcze ostatnich. W dzisiejszej ewangelii zdumiewa więc najpierw fakt, że przed Panem stawiają się Grecy (w. 20). Korzystają ze znajomości z Filipem oraz Andrzejem, aby zaciągnąć się do szkoły Jezusa (w. 21). Kim są owi tajemniczy Grecy? Można uznać ich za zhellenizowanych Żydów, czyli Semitów zamieszkujących tak zwaną diasporę. To poruszające, że Chrystus podobnym ludziom, uznawanym za mało urobionych duchowo, zechce objawić znaczenie zbawczej męki oraz zmartwychwstania.

Pan jest bardzo wzruszony (w. 27). Wydaje się, że długo czekał na wizytę Greków. Nareszcie są. I deklarują gotowość śmierci za Jezusa, bo to przecież do nich oraz w ich obecności Chrystus formułuje naukę o umieraniu płodnego ziarna (w. 24-25). Czy Żydzi z diaspory byli gotowi zrozumieć słowa Mistrza z Nazaretu? Ależ bardzo dobrze, gdyż to oni celebrowali modlitwę, słuchali Tory i usiłowali żyć logiką biblijną oraz etyką Bożą w świecie, który kierował się zupełnie odmiennymi regułami myślenia. To nie sztuka być pobożnym pośród pobożnych albo uczciwym pośród osób, które rozpoznają i szanują głos własnego sumienia. Sztuka zachować pewność wiary, gdy wokół rozbrzmiewają krytyczne, przeciwne lub choćby wielobarwne sądy.

Czy zawsze i wszędzie jesteś sobą – jesteś, żyjesz i mówisz jak człowiek wierzący w Chrystusa? A może dostosowujesz się do większości, tchórząc? Masz odwagę życia wiarą nawet w mniejszości?

Ale tylko wtedy ludzkie serce jest naprawdę wypróbowane i gotowe do życia łaską, czyli po prostu dojrzałe, gdy staje na własnych, samodzielnych nogach i świadomie podejmuje decyzje na wiarę. Cała scena ewangelii, którą można modlić się dzisiaj, przypomina jakoś moment chrztu pokuty, jaki Jezus innym razem, wcześniej przyjął z rąk Chrzciciela. Podobnie jak nad Jordanem tak i teraz otwiera się niebo, z którego słychać głos Boga, potwierdzający misję Syna Bożego i Jego wyjątkowość (w. 28). A chrzest to zanurzenie się w śmierci, zejście na dno sadzawki, ponowne narodziny z nicości. Grecy z dzisiejszego fragmentu Słowa Bożego to ludzie wypróbowani, którzy umrą wkrótce dla Chrystusa, ale biorą własną śmierć z wiary za nagrodę. I po to ostatecznie stawiają się w obecności Pana.  

ks. Jarosław Tomaszewski