Italiano

Myśl dnia

„Ten daje najwięcej, kto daje z radością.” Bł.Matka Teresa z Kalkuty

Słowo Życia

 Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną    (Mk 10, 47)

Odchodzenie na bok połączone z wołaniem serca ku Jezusowi, powodują, że znajdziemy się we właściwym miejscu w naszym życiu. Podobnie jak Bartymeusz, który początkowo jest niejako blisko Jezusa, ale dopiero przez autentyczne spotkanie z Nim podąża drogą, przy której wcześniej tylko siedział.

 

Czytaj więcej...

Czytania

  • Czytania na poniedziałek, 15 października 2018

    Poniedziałek XXVIII tygodnia okresu zwykłego - wspomnienie obowiązkowe świętej Teresy od Jezusa, dziewicy i doktora Kościoła

    (Ga 4, 22-24. 26-27. 31 – 5, 1)

    Bracia: Napisane jest, że Abraham miał dwóch synów, jednego z niewolnicy, a drugiego z wolnej. Lecz ten z...

Przeczytaj rozważanie do dzisiejszej Ewangelii

 

 

Kalendarz

październik 2018
N P W Ś C Pt S
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

Słowo Życia - październik 2018

bartimaeus.jpg

Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną (Mk 10, 47) 

Odchodzenie na bok połączone z wołaniem serca ku Jezusowi, powodują, że znajdziemy się we właściwym miejscu w naszym życiu. Podobnie jak Bartymeusz, który początkowo jest niejako blisko Jezusa, ale dopiero przez autentyczne spotkanie z Nim podąża drogą, przy której wcześniej tylko siedział.

 

        Pewna siostra zakonna prowadziła rekolekcje w jednej ze szkół podstawowych przez kilka dni. Liczne konferencje, dzielenie się Ewangelią, ale także intensywność przekazu, hałas i bycie w grupie przez dłuższy czas spowodował, że odczuwała zmęczenie. Mimo pięknych treści, które przedstawiała, sama potrzebowała duchowego zebrania sił. W przerwie zamknęła się w jednej z sal i przez kilka minut powtarzała zdanie: „Jezu Chryste, Synu Boga żywego, zmiłuj się nade mną grzesznikiem”. Z tego krótkiego spotkania z Bogiem na osobności wróciła pełna sił. Zarzuciła kotwicę, która pozwoliła jej na chwilę bezpiecznie zatrzymać się przy brzegu i płynąć dalej.

 Takie osobiste spotkania z Bogiem sprawiają, że to, co dzieje się w codzienności, nabiera właściwego kursu. Gdy ciało, psychika i duch słabną, a po ludzku trudno nam temu „zaradzić”, krótkie wezwania do Jezusa pozwalają niejako odetchnąć Bożym powietrzem i okazuje się, że mamy nawet więcej sił niż mieliśmy wcześniej. Można porównać to do krótkiego wyjazdu w jakieś ciche, piękne miejsce, które powoduje, że nasze nastawienie powoli się zmienia.

        Zdarza się również, że wcześniejsza modlitwa ułatwia nam nieraz przejście przez to, co dzieje się tu i teraz. Gdyby jednak okazało się, że nie widzimy jej natychmiastowych efektów, to i tak ma ona sens. Bóg w tajemniczy sposób wykorzystuje w odpowiednim momencie nasze „wołanie serca”.

 Ważną rzeczą w wołaniu Jezusa jest niezwracanie uwagi na okoliczności, ponieważ każde z nich są do tego odpowiednie. Niewidomy Bartymeusz z Ewangelii wołał Jezusa, gdy był w tłumie, pod murem. Jego wołanie mogłoby się wydawać niesłyszalne z powodu tych, którzy go uciszali. Ale po chwili usłyszał od apostołów: Bądź dobrej myśli, wstań, woła Cię (Mk 10, 49). Warunki zewnętrzne nie są w stanie uciszyć serca, które wytrwale zwraca się do Jezusa.

Dlatego nawet droga do domu może stać się okazją do takiego realnego spotkania z Chrystusem. Mimo tego, że wcześniej nasz umysł był zaprzątnięty przez inne sprawy, teraz przez powtarzanie prostych słów: Jezusie Synu Dawida ulituj się nade mną czy po prostu wielokrotnego wypowiadania imienia „Jezus” sam Bóg chce do nas przyjść.

Karolina K.