Zwykła dziewczyna z Nazaretu Matką Nadziei.
„Tak wiele jest do zrobienia a ty się sobą zajmujesz. Spójrz: dzieci Moje giną. Cóż czynisz, by...
Narodził się nam Zbawiciel!
Niech Narodzenie Bożego Syna będzie dla nas źrodłem pokoju, nadziei i głębokiego...
List do MPJ!
Mój Drogi/moja Droga! Dawno nie zaglądaliśmy do Madzi, zróbmy to dzisiaj. Dziewczynka właśnie...
Słowo Życia - grudzień 2025
„Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel”, to znaczy Bóg z nami (Mt...
Słowo Życia - listopad 2025
Z radością dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w...
Słowo Życia - październik 2025
Głoś naukę, nastawaj w porę i nie w porę, wykazuj błąd, napominaj, podnoś na duchu z całą...
-
Zwykła dziewczyna z Nazaretu Matką Nadziei.
-
Narodził się nam Zbawiciel!
-
List do MPJ!
-
Słowo Życia - grudzień 2025
-
Słowo Życia - listopad 2025
-
Słowo Życia - październik 2025
Nawigacja strony
Myśl dnia
Słowo Życia
„Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel”, to znaczy Bóg z nami (Mt 1,23)
Na tyle doświadczymy Boga żywego, obecnego na ile życie nasze złożymy w rękach miłującego Ojca.
Zwykła dziewczyna z Nazaretu Matką Nadziei.
„Tak wiele jest do zrobienia a ty się sobą zajmujesz. Spójrz: dzieci Moje giną. Cóż czynisz, by je uratować?” – powiedział Jezus do Alicji Lenczewskiej (Słowo pouczenia, nr 490; w: Oddanie 33. 33-dniowe rekolekcje oddania życia Matce Bożej. Oprac. Adrian Pakuła, Poznań 2020, s. 316). Powiem szczerze, poruszyły mnie te słowa, wzięłam je do siebie: co robię, by ratować „dzieci Boże”? Czy/co robię, by ratować to dziecko Boże, którym jestem ja sama? Czy w ogóle jestem w stanie cokolwiek uczynić?
Może z innej strony. Dlaczego Jezus zadaje takie pytanie? Czy kogoś dzisiaj trzeba ratować? I z czego? Przed czym?
Tu otwiera się wielkie pole do narzekania. Ponieważ na świecie dzieje się źle. Mordują, kradną, kłamią, oszukują, udają, obgadują… Na różne sposoby, w różnych obszarach, różnymi metodami i w różnych celach. Można powiedzieć, patrząc na sytuację poszczególnych ludzi, rodzin, narodów i świat: jest źle i będzie jesz-cze gorzej. W sumie jakiś procent jest prawdą, dużo zła wylewa się z internetu, prasy, radia, telewizji… Tylko, że to nie jest cała prawda.
Byłyśmy kiedyś z siostrami w muzeum II wojny światowej. Przewodnik opowiadał z ogromnym zaangażowa-niem, odpowiadającym naszemu prawdziwemu zainteresowaniu. Godziny minęły jak chwila. Najtrudniejsze było dla mnie to, – na bazie tego, co słyszałam – iż okazuje się, że mechanizmy działające na świecie nie zmieniają się. Czas płynie, pokolenia mijają, ale niewiele uczymy się z historii… Poczułam się przygnębiona. Pociechą byli ludzie wojny, którzy zachowali godność i człowieczeństwo, którzy ratowali, poświęcali się, troszczyli, podnosili na duchu… Było ich wielu, stanęli na wysokości zadania – zrobili, co mogli. Może za-brzmi to dziwnie, ale wojna pokazała nie tylko ciemną stronę nas, ludzi, wyciągając na światło dzienne to, co najgorsze, ale także to, co najpiękniejsze, najcenniejsze, świetlane, Boże.
Czasem w takich trudniejszych chwilach przychodzi mi na myśl Założycielka ruchu Focolare – Chiara Lubich. Była młodą dziewczyną, kiedy wybuchła wojna. Ukryta z koleżankami w schronie odnalazła… Jezusa Opusz-czonego, Miłość prawdziwą. Jemu poświęciła swoje życie i talenty. Dziś Focolare działa w wielu miejscach na świecie, niosąc ideę jedności – z Jezusem pośrodku, tworząc duchowość jedności, by tę jedność podzielonej ludzkości przywracać. Jasne światło narodziło się w godzinie ciemności.
A więc – zawsze można zacząć albo – zacząć na nowo. Być jak łódź (okręt), która płynie po wzburzonych falach, ale w środku jest bezpieczna. Skąd jednak brać te siły i nadzieję? Bez niej przecież niczego się nie zacznie (bo po co) i do niczego się nie dojdzie (bo i tak się nie uda).
Ks. Wojciech Węgrzyniak w Adwentowych rekolekcjach o nadziei (Kraków, 2024) pokazywał różne złudne nadzieje, zwracając uwagę na obszary, w których można znaleźć źródła tej prawdziwej:
• jest nadzieja, bo jest jeszcze Pan Bóg
• jest nadzieja, ponieważ jest jeszcze Duch Święty (np. rozwój młodego Kościoła w Dziejach Apostol-skich)
• jest nadzieja, bo jest jeszcze Matka Boża
• jest nadzieja, bo jest jeszcze tajemnica (dla Boga nie ma nic niemożliwego)
• bo są jeszcze inni ludzie, którym Pan Bóg dał szczególne możliwości, którymi się posługuje – np. wo-bec nas, we wspólnocie, lub po prostu są dobrzy i to dobro sieją wokół siebie
• nadzieja jest w nas samych, w zdolności przełamywania samego siebie, w wewnętrznej sile, którą możemy czerpać z Boga
• jest jeszcze historia – ona pokazuje, przypomina różne momenty Bożej interwencji w świecie
Nie jest to miejsce i czas, by rozwijać poszczególne zdania, ks. Węgrzyniak zrobił to zresztą doskonale; idźmy dalej, mając w pamięci to, co dla nas na ten moment najważniejsze: jest nadzieja, bo jest jeszcze Matka Boża.
To przedziwna postać – sama siebie określała jako Służebnicę Pańską, a czci Ją niebo i ziemia, których jest Królową. Zwykła dziewczyna z Nazaretu, którą Bóg wybrał na Matkę Zbawiciela, bo spodobało Mu się ura-tować świat przez słabą Niewiastę. „Od samego początku Bóg zapowiada zwycięstwo Maryi oraz Jej potom-stwa nad wszelkim złem. Kiedy Maryja wypowiada w Fatimie słowa: Na koniec Moje Niepokalane Serce zwycięży – nie mówi nic nowego: Bóg już to powiedział w Księdze Rodzaju” (Oddanie 33, s. 108). „W swoim największym dziele zatytułowanym Maryja Niepokalana pokorny ojciec Dolindo Ruotolo pisze, że obraz Niewiasty obleczonej w słońce: odnosi się bezpośrednio do Najświętszej Maryi i do walki, którą szatan, „Smok barwy ognia”, wytoczył przeciwko Niej w ostatniej bolesnej epoce świata i Kościoła. Odnosi się on do Maryi, jedynego schronienia dającego nadzieję i miłosierdzie w najsmutniejszych dla świata i Kościoła mo-mentach (tamże, s. 134).
Zajrzyjmy na chwilę do Nazaretu. Archanioł Gabriel wita Maryję: Bądź pozdrowiona, pełna łaski. Pan z Tobą. Ewa przez niewierność „zmarnowała” łaskę, która wypełniała ją w raju, Maryja – nowa Ewa – jest tej łaski pełna. Nie dla swoich zasług, nie swoją ciężką pracą nad sobą – ale dlatego, że Pan jest z Nią, On Ją wybrał przed wiekami, ukochał, przygotował. Jest Jego arcydziełem, choć przecież On sam zostawia Jej wolność. Mogła powiedzieć NIE zamiast TAK wszystkiemu, z czym Stwórca zwrócił się do stworzenia, które nie wszystko (albo nawet nic) rozumie. Ale kocha Tego, który je kocha. Jedno TAK Maryi zmieniło wszystko. Przez Nią Bóg wszedł w historię świata w sposób namacalny, dotykalny, nikt nie może powiedzieć, że On nic nie wie i nie rozumie, bo jest Bogiem a my ludźmi. A jednak– dzięki Maryi – stał się człowiekiem i nic, co ludzkie, nie jest Mu obce.
Razem z Jezusem wejdźmy na Golgotę. Matka, która na drodze krzyżowej tylko spojrzeniem dała znak Sy-nowi, że jest, teraz czuwa pod krzyżem. Nie wiemy, czy zamarła z bólu, jak skamieniała, czy płacząca… Kiedy wnosiła małego Synka do świątyni, starzec Symeon mówił o tej właśnie chwili – On jest przeznaczony na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą, a Jej duszę miecz przeniknie. To się właśnie dzieje, miecz przenika duszę, choć na pewno słyszała Jego słowa – że trzeciego dnia zmartwychwstanie. Cokolwiek to w tej chwili znaczy. Zatem Maryja rozumie ból każdej matki opłakującej dziecko, każdego człowieka płaczącego, cierpiącego na duszy czy ciele. Jak bardzo dobrze rozumie…, po latach towarzyszenia Jezusowi w czasie głoszenia Królestwa Niebieskiego, gdy entuzjazm powoli robił miejsce nieprzejednanej nienawiści, do śmierci na krzyżu… Dlatego może nieść nadzieję – cierpię bardzo (z dowolnego powodu i na dowolny sposób), ale jest jeszcze Matka Boża! Ona mnie rozumie i pomoże mi (choć przecież już samo wysłuchanie nas przez kogoś (tym bardziej Kogoś Takiego!) przynosi ulgę i otwiera na Boże światło, które w tym momencie może w sercu rodzić pomysły, wyjścia awaryjne).
Wielu, choćby uznawali się za niewierzących, wobec Maryi ma szacunek. Maryja jest czułą i kochającą Matką, i to czują serca, zawsze spragnione miłości. Kiedy św. Kasper szedł na misje, zabierał ze sobą obraz Madonny Kielicha, w odpowiednim momencie obraz był wnoszony na podium i ludzie we wzroku Maryi odnajdywali siły do porzucenia dotychczasowego sposobu życia i rozpoczęcia nowego. Broń, niewłaściwe książki, wszystko, co sprzeciwiało się miłości Boga i Jego Matki, lądowało u Jej stóp. Ludzie jednali się z Bogiem i sobą nawzajem.
A cóż takiego jest w tym obrazie? Przecież wizerunków Maryi nikt nie policzy. A poza tym każdy zobaczyć może coś innego…
Może uśmiech Maryi, Która jest bardzo spokojna i uważnie patrzy na stojących przed Nią. Ciepło i uwaga, spojrzenie pełne troski ale i zaufania są dziś towarem deficytowym… Patrzymy na siebie „spod byka”, ukradkiem, w przelocie rzucamy spojrzenia niewiele widzące i jakby martwe… A Ona wpatruje się w ciebie wzrokiem pełnym miłości, bez warunków, bez oczekiwań (choć może niektórzy i to zobaczą – może odczyta-ją z Jej oczu tęsknotę za nimi, ból Matki, cichy szept o przemianę z obietnicą pomocy, może wyrzut budzący zdrowy rachunek czy ból sumienia…, a może właśnie pochwałę – dobrze, idź tak / rób tak dalej!). Wyciąga rękę do patrzącego na Nią i tu znów – można odczytać milion rzeczy! Na przykład: podejdź, nie bój się, moje kochane dziecko. Albo – jeśli potrzebujesz pomocy – jestem tu dla ciebie. Albo: zbliż się, chciałabym z tobą porozmawiać, mam ci tyle do powiedzenia czy: chętnie cię posłucham.
Albo jeszcze inaczej. Maryja przytula do serca małego Jezusa, może chce ci powiedzieć: to mój Skarb naj-większy, weź Go na ręce, przytul do serca, pozwól się przytulić do Jego Serca, nie bój się zbliżyć do Boga, Który chce twojej bliskości, Który ma rozwiązanie na każdy twój problem, ma ukojenie na każdy twój ból, ma to, czego teraz najbardziej potrzebuje twoje serce i chce cię obdarować, tylko czeka, aż przyjdziesz. Uczyń Go skarbem twojego życia. Albo – On może cię wyzwolić z tego, co cię zniewala, oczyścić z tego, co cię zanieczyściło, może uzdrowić twoje serce, wypełnić je pokojem, uczynić z twojego kamiennego serca żyjące serce z ciała, może wszystko uczynić nowym, tylko potrzebuje twojej zgody.
Czy jeszcze inaczej. Jezus trzyma w rączce kielich, domyślamy się – Swojej Krwi. I tu możesz czuć się zapro-szonym, by przyjść i zaczerpnąć z tego kielicha. Jakby Maryja mówiła prosto do serca: To Krew, którą On przelał z miłości do ciebie do ostatniej kropli, to Krew zbawienia – przyjmij ją, pozwól się uratować, odno-wić! Nie ma mocy nad moc Krwi Chrystusa!, dlatego przyjdź, nie bój się zaczerpnąć z kielicha. On mówi o cierpieniu Jezusa, na które był gotowy z miłości do ciebie, ale bardziej akcentując miłość, niż cierpienie. Ono także może przyjść, ale Ja będę blisko, a ty wtedy możesz je zjednoczyć z Jego cierpieniem i nie tylko mocą Tej Krwi przejdziesz zwycięsko, ale możesz w ten sposób pomóc Bogu ratować świat. Ponieważ ten kielich jest gotowy przyjąć wino twojego życia, jakikolwiek ma ono smak, czy jest cierpkie, kwaśne czy słod-kie.
Maryja zdaje się mówić: przyjmij mojego Syna, uczyń Go Panem i Mistrzem twojego życia, Zbawicielem. I bez lęku wejdź we współpracę z Nim. Nie bój się przyjąć kielicha Jego Krwi, która woła o miłosierdzie, i nie bój się składać w nim siebie, swojego życia. Od spraw małych do wielkich (Jezu, ufam Tobie, Ty się tym zaj-mij).
Czy nie budzi się w sercu nadzieja? – jest jeszcze Matka Boża!
Popatrzmy na historię naszego narodu. Maryja obroniła nas przed zalewem Szwedów, Królowa z Jasnej Góry pokazała, że nie da skrzywdzić swoich dzieci. Także w czasie komunizmu broniła nas i opiekowała się nami. Kardynał August Hlond mówił, że zwycięstwo przyjdzie przez Maryję. I działo się tak. Kardynał Wyszyński – Prymas Tysiąclecia – Jej zawierzył i nie zawiódł się, Jan Paweł II mówił o Jasnej Górze: tutaj zawsze byliśmy wolni, dokonał w Kościele wielkich rzeczy, ponieważ należał do Maryi – był Totus Tuus, słuchał Jej i współpracował z Nią.
Papież Benedykt XVI w encyklice Spe Salvi napisał: „Życie Maryi było całkowicie przeniknięte nadzieją. (...) Ona, która przyjęła obietnicę Boga, jest dla nas znakiem pewnej nadziei” (Spe Salvi, 50). Tego doświadczało na przestrzeni dziejów wielu ludzi. Kto z wiarą uciekał się pod Jej obronę, nie zawodził się. Przejrzyj dobrze skarbiec twojego serca – czy naprawdę nie znajdzie się ani jedno doświadczenie tę prawdę potwierdzające?
Ktoś może powiedzieć – tak, ale ja nie mam wielkiej wiary, gorącej miłości i głębokiej nadziei. Moje życie jest takie zwyczajne, bezbarwne, czuję się mały, bezradny, grzeszny… „Kiedy oddam moje słabości Bogu, przez ręce Maryi – będę mógł przestać się bać. Doświadczę ukojenia, ponieważ Maryja nawet moje słabości wykorzysta dla chwały Bożej i dla mojego dobra. W tym tkwi geniusz Matki. (…) Jednak zanim Boże światło nas przeniknie i zjednoczy z Bogiem, musi nas najpierw oczyścić. Im bardziej zbliża się do nas Światło, tym bardziej doświadczamy naszej ciemności (Oddanie, s. 251). Ciemność jednak w końcu przeminie. I wszystko stanie się Światłem” (tamże 33, s. 252). Twoje życie nabierze sensu i koloru, rozbłyśnie nadprzyrodzonością, choćby głęboko ukrytą, a przecież promieniejącą.
„Mamy prawo mieć pełną ufność, że w obecności Maryi i z Maryją u boku nasza wiara w Jezusa przetrwa wszystkie próby – nawet te najcięższe” (tamże, s. 279).
Pan Jezus na krzyżu powiedział do Jana, a przez niego do nas, każdego osobiście: oto Matka Twoja. Zrób jak Jan – weź Ją do siebie. A kiedy dopadnie cię zniechęcenie, smutek, ból… – powtórz sobie: jest nadzieja, bo jest Matka. A kiedy twoje serce będzie kwitnąć, radować się, kipieć szczęściem, przypomnij sobie z uśmiechem: jest Matka. Bogu niech będą dzięki!
s. Gertruda MSC
